czwartek, 05 stycznia 2012
MOJE czytelnicze Oskary 2011- edycja czwarta

Generalnie czytelniczo był to słaby rok. Tylko 20 pozycji, najsłabiej, odkąd pamiętam. No, ale mam usprawiedliwienie, w tej chwili akurat śpi :) Ponieważ mamy podobno kryzys, to i w tym roku będzie biednie. Mniej nominacji, kategorie dopasowane do możliwości. Dwóch nagród nie przyznałem. Tak krawiec kamizelkę kraje, na ile Nicholasowi kulek żelaznych staje (sorry, akurat "Homeland" skończyłem ;)
A zatem:

Książka roku:

Howard E. Wasdin, Stephen Templin- "Snajper. Opowieść komandosa SEAL Team Six"
Ted Chiang- "7iedemdziesiąt 2wie litery"
Jacek Hugo-Bader- "Biała gorączka"
Jeffery Deaver- "Kamienna małpa"
George R. R. Martin- "Gra o tron"

Tu jeszcze jako tako. 5 książek, 5 zupełnie różnych tematyk. Opowieść autobiograficzna, opowiadania, reportaż, kryminał i początek epickiej sagi. Każda pozycja doskonała w swoim gatunku. Po dłuższym namyśle

ATOGT: Biała gorączka. Drugi rok z rzędu wygrywa reportaż. A przecież czytam go w ilościach mikroskopijnych, w morzu fantastyki, s-f i kryminału. A jednak. JHB przenosi nas do byłego ZSRR. Starym UAZ-em przebył trasę z Moskwy do Władywostoku. 13000 kilometrów. Seweryn Lipoński recenzował: "Już pierwsze rozdziały nie pozostawiają złudzeń – to nie sielanka. Wyruszając z całkiem jeszcze „ludzkiej” Moskwy, wkraczamy w świat pełen pijaków, narkomanów, prostytutek… Hugo-Bader bez cienia zażenowania opisuje wszelkie patologie. Szybko okazuje się, że stanowią one smutną, rosyjską codzienność. Tytułowa „biała gorączka” to nic innego, jak stan szaleństwa i obłędu, powstały wskutek znaczącego nadużycia alkoholu. Wódka i inne trunki są wszechobecne. Niemal w każdym rozdziale czytamy o kimś, kogo doprowadziły do śmierci."
Ostrzegam, że to nie jest przyjemna lektura. Osobiście po prawie każdym rozdziale miałem ochotę się napić, i to porządnie. Na wspomnienie historii o AIDS dostaję dreszczy. My, w Polsce myślimy, że u nas jest źle i biednie. Owszem, jest. Ale to, co jest na wschód od nas to jest kosmos. Zupełnie inny świat, nie do pojęcia dla 70-80 % Polaków, myślę. No, bo u nas nie do pomyślenia jest, by z grupy 23 pasterzy reniferów 20 popełniło samobójstwo w ciągu 3 lat. A pozostałych trzech? Trzeba przeczytać. Optyka zmienia się momentalnie.

Autor roku:

Robert M. Wegner
Jacek Hugo-Bader
Ted Chiang
George R. R. Martin
Jeffery Deaver

ATOGT: TAK! To był jego rok. Miliony wkurzonych fanów na całym świecie wreszcie się doczekało. Co prawda efekt ponad sześcioletnich oczekiwań podobno nie powala, ale już sam fakt wydania "DWD" był wydarzeniem na skalę światową. Do tego dochodzi naprawdę dobry serial HBO na podstawie "Gry o tron". Dzięki niemu na całym świecie ludzie gremialnie rzucili się na jego książki. Nawet w Polsce na każdym kroku napotykam kogoś, kto czyta ten czy inny tom "Pieśni Lodu i Ognia". Do tego wizyta w Polsce i gigantyczne zainteresownie fanów w naszym kraju. Tak, to zdecydowanie był rok G. R. R. Martina. Gratulując, liczę, że sukces serialu zdopinguje go do ukończenia dzieła do końca 2015. I że Autor dożyje do końca, jakkolwiek by to nie brzmiało :)

Odkrycie roku:

ATOGT: Ted Chiang. Mistrz krótkiej formy. Świetne opowiadania, prawie każde z drugim dnem, skłaniające do refleksji na tematy takie jak życie, śmierć, kontola nad uczuciami, wiara. Od samego wymieniania można się podłamać. Ale to tylko wygląda banalnie. Kto nie wierzy, niech przeczyta „Piekło to nieobecność Boga”, „Co ma cieszyć oczy. Reportaż”, „Zrozum” czy „Kupiec i wrota alchemika”. Przy okazji Ted Chiang obala tezę dość znanego polskiego pisarza fantasy, obecnie w stanie spoczynku, jakoby opowiadań nie warto było pisać, bo się nie opłaca. O ile wiem, Ted Chiang ma się świetnie. I z niecierpliwością czekam na kolejne jego dzieła.

Najśmieszniejsza książka:

nie przyznaję. Co prawda"Klin", "Mikołajek" i "Kosiarz" były fajne, ale bez przesady. Może za rok.

Najsłabsza przeczytana książka:

też mam problem. Zastanawiam się nad likwidacją kategorii. "Kwantowego złodzieja" Hannu Rajaniemiego nie zmogłem, ale nie dlatego, że to była zła książka. Była niezła, ale chyba sięgnąłem po nią w złym momencie. Tak więc nie przyznaję, zobaczymy za rok.

Rozczarowanie roku:

jakichś gigantycznych nie było, nie to, co rok temu :) Ale wskazałbym Rogera Zelaznego. Wiem, absolutna klasyka, każde TOP 10 ever, itd, itp. Ale mówiąc wprost- kregosłupa z płucami nie wyrywa. Niby wszystko jak trzeba- ciekawe pomysły, fajny świat, fajni bohaterowie, motyw przewodni. Opisane pięknym językiem, jak to u Zelaznego. No nie wiem, może to kwestia gustu, ale pierwsze kroniki nie dość, że nie zachęciły do sięgnięcia po drugie, to raczej zniechęciły. Ach, i jeszcze jedno. Oficjalnie dementuję twierdzenie, że tam są zaskakujące zwroty akcji w dużej ilości. Tak, są, o ile można tak powiedzieć o obydwu. Choć by oddać sprawiedliwość, jeden jest taki, że czapki z głów. Ale to za mało. Sumując: tak, dobre, znać należy, ale kręgosłup i płuca mam nadal na miejscu.

 

poniedziałek, 02 stycznia 2012
Spis treści A.D. 2011

 1. Roger Zelazny- "Dziewięciu książąt Amberu"

 2. Roger Zelazny- "Karabiny Avalonu"

 3. Roger Zelazny- "Znak jednorożca"

 4. Roger Zelazny- "Ręka Oberona"

 5. Roger Zelazny- "Dworce Chaosu"

 6. Michał Komar- "GROM- siła i honor; rozmowa z generałem Sławomirem Petelickim"

 7. Joanna Chmielewska- "Klin"

 8. Jeffery Deaver- "Kamienna małpa"

 9. Matthew Woodring Stover- "Caine Czarny Nóż"

10. Mariusz Szczygieł- "Zrób sobie raj"

11. Kwantowy złodziej- padłem w połowie, więc przyznaję sobie pół punktu :)

12. Sempe, Gościnny- "Mikołajek" (ponownie)

13. Ted Chiang- "7iedemdziesiąt 2wie litery"

14. Jo Nesbø- "Czerwone gardło"

15. Howard E. Wasdin, Stephen Templin- "Snajper. Opowieść komandosa SEAL Team Six"

16. Terry Pratchett- "Kosiarz"

17. Robert M. Wegner- "Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe" (ponownie)

18. Robert M. Wegner- "Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód - Zachód" (ponownie)

19. Jacek Hugo-Bader- "Biała gorączka"

20. George R. R. Martin- "Gra o tron" (ponownie)

środa, 05 października 2011
Po raz 29...

Wszystkiego najlepszego, Siostrzyczko... :*

Tęsknię.

...



 

wtorek, 14 czerwca 2011
Znowu ON

Życie napisało epilog do notki ze stycznia 2009 roku, pt. "ON".

Przed chwilą w moim miejscu pracy pojawił się On. W końcu, jak każdy obywatel, potrzebuje czasem załatwić coś w urzędzie. W tym przypadku było to ukaranie mandatem. Przyszedł, złożył samokrytykę, dostał mandat, poszedł. Spotkała go niespodzianka. Nie wiem, miła, czy niekoniecznie miła. Otóż piętro budynku, na którym pracuję, nie zostało sparaliżowane, mimo iż w międzyczasie rozniosła się wiadomość, że On Przyszedł. 

Co było dalej- wiem, mimo iż za bardzo nie wnikałem. Wiem, ile podpisów rozdał Mistrz. Zero. I trudno mieć pretensje. Nie dziwi mnie  brak pędu moich koleżanek do otrzymania wspomnianego wcześniej autografu.

Chociaż, stwierdzam, że mogłem spróbować zdobyć to trofeum. A najlepiej od razu ze 20.
Za 20 Piotrów Rubików, może dostałbym 5 autografów Piotra Kupichy, albo nawet pół autografu Gienka Loski. I niech mówią, że to nie jest popularność.

Historia zatoczyła koło :]

poniedziałek, 06 czerwca 2011
I ja was też!

Tytułem krótkiego uzupełnienia do poprzedniej notki: od 1.06 kolejarze fundują nam dwa miesiące permanentnego burdelu, związanego z remontem linii średnicowej. Wdrożono kilka rozwiązań, w zależności od kierunku. Oczywiście debilnych w większości, ale co tam, grunt, że podwyżka cen biletów będzie :/
Aha, co prawda ilość pociągów zmalała, ale oczywiście ilość wagonów w pozostałych się nie zwiększyła, bo po co. Powoduje to, że każdego ranka i popołudnia uczestniczę siłą rzeczy w rekonstrukcji historycznej pt. "jak woziliśmy bydło do obozów". Niedokładnej, bo wzmiankowane bydło miało raczej więcej miejsca w swoich wagonach :/

...

Ulało mi się cokolwiek.
Ktoś chce się podzielić swoimi niezatartymi wspomnieniami dotyczącymi barwnego, acz burzliwego romansu z KM/SKM? Proszę się nie krepować :]

piątek, 15 kwietnia 2011
Pokolenie KM

Z cyklu "Załamki warszawskie":

KURTYNA

Czas akcji: dzisiejszy poranek,
Miejsce: pociąg KM, zatłoczony tak, jak nigdy przedtem (wiem, co mówię)

Otóż toczę się do pracy, jak każego dnia. Jedna jednostka (nawiasem mówiąc, wysyłanie jednej jednostki pociągu rano, kiedy jest szczyt dojazdów do pracy i szkół powinno być karakne, ale to innay temat :/)
Tak więc jadę, z każdą stacją tłok coraz większy. Błonie i Płochocin to już był hardkor. W Ożarowie zwątpiłem w rzeczywistość, gdy zobaczyłem ten tłum, czekający na pełny już przecież pociąg. Precyzyjniej rzecz ujmując, zwątpiłem 10 minut później, gdy ostatnie jednostki, dopychane kolanem przez konduktora jakimś cudem wtłoczyły się do wnętrza. Aha! Tak więc prawdziwe jest powiedzenie, że gdzie jak gdzie, ale do polskiego pociągu zawsze się jeszcze jeden zmieści. Co znalazło potwierdzenie parę minut później, w Gołąbkach. Tu chyba nastąpił jakiś overload, bo sporo osób zostało. Nie oznacza to pewnie, że by się nie zmieścili, o nie! Myślę, że to była ta część, która jeszcze zachowała odrobinę godności dla siebie i postanowiła poczekać na następny pociąg.

Po tak nakreślonym plenerze przechodzę do opowieści właściwej.
Wtaczamy się na stację W-wa Włochy. I nagle ma miejsce scenka następująca.
Na stacji ludzie usiłują wysiąść. Kopią się tratują, przeciskają. Młody mężczyzna, o zdecydownie nerdowskim wyglądzie, odwraca się do bardzo atrakcyjnej panny (koło dwudziestki) i zagaja na cały wagon:
- Przepraszam panią uprzejmnie. Ja rozumiem, że pani uroda jest zdecydowanie powyżej przeciętnej. Rodzicom gratuluję genów. Tymniemniej, czy zechciałaby pani zaprzestać uporczywego sprawdzania jędrności mojego przedłużenia pleców, którego nazwy, z uwagi na sporą ilość osób nie wymienię? Uskutecznia pani ten proceder od stacji Ożarów Mazowiecki, a nie znamy się i biorąc pod uwagę obiektywne realia wątpię, byśmy się kiedyś poznali na tyle blisko, by nasze stosunki znalazły się na takiej, że tak powiem, płaszczyźnie, usprawiedliwiającej takie zachowanie!

Salwę, a właściwie kanonadę śmiechu, która przewaliła się przez skład pominę, przytoczę natomiast w miarę wiernie ciąg dalszy. Po powyższej tyradzie pierwszy oprzytomniał gość koło trzydziestki, odziany na sportowo:
- Kurwa, prawiczek się trafił...
A gostek nieskonfudowany na to:
- O, widzę, że jedyną formą pańskiej aktywności seksualnej jest onanizm. Współczuję panu ogromnie.
- Bo ci zaraz wyjebię, chuju jeden!
Scena zaczęła być ciekawa, ale wtrącił się inny pan, koło czterdziestki:
- Ludzie uspokójcie się! Moja stara ma rodzić dzisiaj! W dodatku nie wiem, czy mnie z roboty nie wywalą! Pomodlić się w spokoju nie można!
- Pax! Pax vobiscum! Pokój między chrzescijany!- podsumował pan koło pięćdziesiętki.

Wtoczyliśmy się na stację Warszawa Zachodnia. Zapowiada się czadowy dzień...

KURTYNA.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25